• Wpisów:27
  • Średnio co: 106 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 22:04
  • Licznik odwiedzin:3 990 / 2985 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Ojej, jak dawno nic nie pisałam... Świadomie piszę nie pisałam, bo obserwowane odwiedzam regularnie, ale żeby coś napisać...

Sporo się działo, naprawdę sporo. Pozmieniało się sercowo. I w głowie niektóre rzeczy mi się poukładały. Niektóre poukładał On, wszystko prowadząc po swojemu. Chcąc mojego dobra przecież, na co ja się zgadzam jak najbardziej.

Zaczęły się studia, kolejny rok. Trzeci już. Zaczęły się zajęcia kliniczne. I narzekania na pana od interny... Ale wszystko ma też jakieś dobre strony. Choć tu trzeba będzie mocniej poszukać. I przeprowadziłam się. Z akademika na mieszkanie. Jest domowo, spokojnie. I fajnie, zwłaszcza, że znamy się z resztą lokatorek już sporo czasu.

Zmiany, zmiany, zmiany... Oby na lepsze
  • awatar Eithne: @Szukająca małej części szczęścia...: Ano dokładnie... ;). Ale wygląda na to, że coś mi się zaczyna chcieć :D
  • awatar Eithne: @Szukająca małej części szczęścia...: Aj jestem :). I nie mogę sie nadziwić, że ostatni raz pisałam jeszcze w czerwcu... ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Nie wiem tak naprawdę, o co mi chodzi, no...

Z jednej strony było tak różowo przez te prawie 2 miesiące, a z drugiej... Z drugiej strony coś m już nie pasuje. Że to nie to, że go skrzywdzę i znów będzie na mnie...

I jak wcześniej czułam, że wszystko będzie ok, to dalej tak czuję. Spokój. I wolność. I nawet, jeśli to nie jest to, widocznie tak miało być. I tyle.

"Ty się tym zajmij..."
 

 
Czerwiec się zaczął, a w moim sercu nadal maj. Ale już nie nieco bezmyślny i z motylami w brzuchu, a spokojny. Po prostu spokojny. Choć nie bez obaw, bo przecież moja własna wariatka wyobraźnia na zbyt wiele sobie pozwala, a ja jej nie umiem uciszyć tak do końca.

I chyba troszeczkę się boję... Ale strach nie potrafi jednak zmącić tego poczucia spokoju i totalnego poddania się Jego woli. Wiem, o niektóre rzeczy może będę musiała powalczyć. Ale bardziej doceniamy jednak to, o co musimy walczyć niż coś, co dostajemy bez wysiłku, prawda?

A o co się boję? O wiele spraw... Ale wiem, że czasami trzeba po prostu zaufać, nic więcej.
Oj, tak, włącza mi się melancholia, wszystko przez PMS... Chciałabym już wszystko wiedzieć, mieć wyklarowaną sytuację. Ale przecież jest dobrze, wszystko idzie w dobrym kierunku, naprawdę nie muszę się przejmować... A i tak nie moge się od tego powstrzymać czasami...

Dość melancholii wiosenno-letniej. Radość tak czy tak wypełnia moje serce
 

 
W sercu i w głowie maj

Cudowny, ukwiecony maj... I wcale nie chodzi o pana P, którego w pewnym momencie sobie odpuściłam, a totalnie o co innego. O kogo innego znaczy się.

Czy można dwa razy wejść do tej samej rzeki? Podobno nie, bo to już nie ta rzeka, i nie ten sam człowiek.

W każdym razie koniec z planami, wszystko wyjdzie samo, tak, jak ma być. Ufam .

I mam ochotę na zakupy . Co konkretnie w planach? Stetoskop . Może niebieski z tęczową końcówką, który widziałam na necie, jeśli taki znajdę ^^
  • awatar Eithne: Tak, i mam nadzieję, że taka przerwa sie nie powtórzy :). Ano maj... :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hmm... Nie wiem, od czego zacząć... Z jednej strony chce mi się śmiać z siebie, bo sytuacja jest komiczna, prawie jak z jakiegoś serialu, a z drugiej strony, to chce mi się płakać... I wcale nie mam PMS...
Generalnie chodzi o pana P. (tak, tego samego, który wpadł mi w oko półtora roku temu i bezczelnie w nim siedzi), a właściwie o to, że nic się nie dzieje. Znamy się, jesteśmy razem na roku, działamy oboje w Duszpasterstwie naszej uczelni i... No i nic. Rozmawiamy czasami ze sobą na neutralne tematy, ale nic poza tym... Może to wynika z tego, że kiedy się poznaliśmy, oboje "coś" zaczynaliśmy z kimś innym... Nie wiem... Bo opcja, że ma kogoś odpada raczej, byłoby to widać...
I co ja mam zrobić? Jeśli go chwilę nie widzę - nic się nie dzieje, ale niech mi tylko gdzieś mignie... Jak ja mam sobie go wybić z głowy? Bo nie chcę w żaden sposób zaczynać czegokolwiek, może i jestem staroświecka, ale uważam, że to jednak rola faceta. A czekać, aż go wreszcie strzeli piorun na mój widok to chyba ciut bez sensu...

A poza łamaniem sobie głowy, co zrobić z panem P., z którym pewnie oczywiście nic nie zrobię, znając siebie, zaliczam kolokwia, duchowo też bardzo dobrze się dzieje . Najwyższy działa . I sprawę z panem P. też trzeba będzie Mu powierzyć, bo ja sama przecież nic nie zdziałam... A jeśli coś ma być między nami, to kopa z Nieba dostanie prędzej czy później . Wierzę mocno, że plan Najwyższego na moje życie jest lepszy, niż ja sobie mogę wymarzyć .Więc działaj, Ojcze . W końcu Ty dasz mi takiego faceta, który będzie dla mnie najlepszy na świecie . Widocznie albo ja nie jestem gotowa na to, żeby go spotkać, albo on nie jest na to gotowy, albo oboje nie jesteśmy gotowi, żeby się spotkać i rozpoznać . A będzie to w najwłaściwszym dla nas czasie I koniec

Buziaki dla Was
  • awatar Koniec bloga: @Eithne: powodzenia :) powoli i taktownie mu zasugeruj, nie narzucaj się, skorzysta znaczy chciał :)
  • awatar Eithne: Hmmm... Dawno nikt nie zmył mi tak głowy, ale jest dużo prawdy w tym, co napisałeś. A Bóg owszem, nie wybiera czegoś za nas, ale jako Ten, który wie, co dla nas najlepsze podpowiada nam, co wybrać i co robić. Wystarczy Go o to zapytać. No dobra, zatem zaczynam się brać do roboty ;).
  • awatar Koniec bloga: Dziewczyno, nie bądź taka leniwa, on może myśleć że Ty nie interesujesz się nim i dlatego nic nie robi kobiety też mają swoje sposoby na podrywanie facetów tak by myśleli że to oni podrywają wiec do dzieła, niczym nie ryzykujesz a Bóg na pewno ma plan ale nie ingeruje w naszą wolność wybierając nam coś za nas, pozwala nam kreować swoje życie i tylko pomaga gdy go o to prosimy, Biblia to nie antyk, nie ma w niej przeznaczenia są za to ludzkie wybory, w antyku u Platona człowiek miał przeznaczoną mu drugą połówkę, w Biblii natomiast bardzo często człowiek kocha wiele razy, wiec nie można mówic o przeznaczeniu więc do dzieła, nic nie stracisz a możesz zyskać
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ojej, ile mnie tu już nie było... Wiele się nie wydarzyło, ot ferie, czyli trzy tygodnie błogiego lenistwa, bo wszystko udało się zdać prze sesją . I generalnie wszystko w porządku .

Obiecałam wcześniej, że dodam zdjęcia aniołków, które robiłam przed Świętami. Generalnie zainspirowana byłam twórczością tej Pani: http://ciriiii.pinger.pl/

A oto i one (polecam powiększać zdjęcia):
  • awatar pasjonarnia: Sama chciałam spróbować,ale mnie jeszcze dobrze nie wzięło. Sliczne,a tata...jak prawdziwy tata.
  • awatar Eithne: @Szukająca małej części szczęścia...: hmm... jak będziesz grzeczna, to może Mikołaj się postara ^^
  • awatar Lucille: boskie, w życiu bym czegoś takiego nie zrobiła :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Hmm... Nie wiem, od czego zacząć. Sporo się działo ostatnio.
Narobiłam się aniołków przed Świetami, ale zdjęcia pokażę dopiero jak będę miała komputer sprawny, bo póki co trzeba zrobić system, a tym zajmie się mój znajomy, do którego ten komputer trzeba podrzucić, a żeby to zrobić muszę wrócić do domu...

Więc zajmę się tym za dwa tygodnie, bo w tym roku nie mam sesji!!! Mieliśmy jedno duże zaliczenie, które już zdałam i mam 3, słownie trzy tygodnie ferii!

Fantastycznie

Teraz tylko zdać te 7 zaliczeń z innych przedmiotów, które mnie czekają przez najbliższe dwa tygodnie i koniec semestru .

Buziaki
 

 
Cóż... za dwa dni będę prawie w drodze do domu. Nie mogę się doczekać. Zwłaszcza, że wreszcie odpocznę, nie myśląc o tym, ze tu zaliczenie, tu koło... Wreszcie odpocznę, zajmę się sobą i rodzinką

I chyba coś mnie zaczyna rozkładać... A jutro jeszcze biofizyka, dzisiaj wieczorem Odnowa... Oczywiście śpiewać nie będę, obym mówić chociaż do jutra mogła. Cudownie. Czuję jak mnie pali krtań, mam tylko nadzieję, że nie dojdzie to tego, że będę mieć gorączkę... Dobra, dość tego narzekania, będzie dobrze

I zauważyłam, że kiedy zaczyna mi się wydawać, że zaczynam dochodzić do ładu ze swoim życiem, dzieje się coś takiego, że natychmiast przestaję tak myśleć. Cóż, więc zobaczymy. Będzie, co ma być
 

 
Hmm... Nie wiem co mam napisać. Ostatnio tyle rzeczy się dzieje, tak dużo dobrego w moim życiu, a ja większości spraw totalnie nie ogarniam.
Już dawno przestałam kontrolować swoje życie i wcale nie jest mi z tym tak źle (i to jest dla mnie momentami przerażające ).
Przestaję się zamartwiać, bo wiem, że nic mi z tego nie przyjdzie .

I w ogóle śnieg mnie przeraża... Ale i tak nic nie zmieni tego, że uważam, że za oknem jest pięknie ^^

I mam wenę na masę solną, obiecałam sobie zająć się tym zaraz jak wrócę na Święta do domu )
Obiecuję podzielić się też zdjęciami w przyszłości ^^
  • awatar Torcik.: bo za oknem jest pięknie! :) I bardzo dobre podejście z tym zamartwianiem.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak w tytule - na przekór jesieni, zaliczeniom, bo życie jest piękne!

Mniej więcej wszystko się wyjaśniło, generalnie wszystko idzie w dobrym kierunku, tylko się do siebie uśmiechać .

Bo jest Ktoś od nas mądrzejszy, Kto ma najlepszy plan na nasze życie

Buziaki, tak dobrego nastroju jak mój Wam życzę!
 

 
Dość... Położyć się, zasnąć i przespać ten koszmarny burdel w moim życiu...

Chociaż tyle, że mam ostatnio fazę na pisanie, a w środę, kiedy będę już w domu - znów zajmę się masą solną, mam na to ogromna ochotę. Trzeba mi czegoś przy czym będę mogła zająć ręce i mniej myśleć o życiu...

Mam nadzieję, że u Was lepiej ;*
  • awatar Torcik.: ja też mam cholerny burdel w życiu, ale już tak długo nic z tym nie robiłam, że w końcu ostatnio wzięłam się do roboty i mam nadzieję, że wszystko sobie jakoś poukładam ;)
  • awatar rude fałszywe: pewnie wyczarujesz coś magicznego z tej masy solnej ;* : )
  • awatar Gość: U mnie ta samo ; ) Tylko ja nudę zabijam robieniem szablonów na kompie ; )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Jak w tytule... Chciałabym... Jak ja wiele rzeczy bym chciała, a mieć na razie nie mogę...

Wczoraj załatwiłam pewną ważną rzecz, która pozamykała za mną niedomknięte sprawy i zdjęła mi ciężar z serca. Świetnie się z tym czuję. I wiem, że będzie dobrze, bo nie jestem sama.

"Ja jestem z Wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata"
(Mt 28, 20)

I mam tyle nauki... Dwa zaliczenia w przyszłym tygodniu - fizjologia i histologia... W dodatku poniedziałek i wtorek. Ale będzie dobrze . A dzisiaj dostałam 5 z biofizyki! I aż mi było wstyd, że tak słabo się na dzisiaj nauczyłam... Ale jestem zmobilizowana do nauki . A dzisiaj posiedziałam nad histo, a od jutra poobkładana notatkami będę znowu się uczyć... Trzeba to zaliczyć.

Jedne z dzisiejszych tekstów pana od biofizyki:
- No tak, pani wygląda na zadbaną, taką, która jest w przyjaźni z lustrem, ale dlaczego mi tu pani opisuje zwierciadło zamiast soczewki?
- Do więzienia, to znaczy, oczywiście do widzenia.

^^
 

 
Och... Rozmarzyłam się dzisiaj... Obejrzałam właśnie "Wino truskawkowe". Sama nie wiem, co myśleć o tym filmie. W każdym razie muzyka Michała Lorenza jest cudowna:


I mam taki cholerny mętlik w uczuciach, że nawet wena do mnie nie przychodzi, a nie lubię pisać na siłę, więc w ogóle nie piszę... Puste kartki, tyle pustych kartek... Bo coś się zaczyna zmieniać, i w moim stosunku do pana P. i do reszty facetów. Wszystko tylko mi się wydawało, moja własna wariatka wyobraźnia zbyt dużo psikusów mi sprawiła, żebym jej uwierzyła. Ale o tym kiedy indziej, kiedy wszystko będzie dla mnie samej jasne.

Jestem w trakcie uczenia się na piątkową biofizykę. Będzie dobrze, zresztą nasz asystent jest genialny. Ostatnio w pracowni razem z dwoma kolegami z grupy zajmowaliśmy się laserami (siatki dyfrakcyjne, spektroskopia etc). Wchodzi pan doktor i mówi:
- No to teraz pobawimy się w "Gwiezdne wojny". Pan będzie Obi-Wan Kenobi, pan Anakin Skywalker, a pani to będzie Princess Leia. - chwila zastanowienia. - A ja mogę być mistrzem Yoda, nawet podobny do nie go jestem.
Minęła chwila, zrobiliśmy pierwsze ćwiczenie, po czym jeden z kolegów idzie zawołać doktora.
- Mistrzu Yoda, mogę pana prosić?
- Już idę, Obi-Wan Kenobi.
Po czym cała sala w śmiech

Możecie sobie wyobrazić, jak wyglądają zajęcia ^^

Buziaki
 

 
Znów dopadła mnie melancholia, mój coroczny jesienny problem...

Nie chce mi się nic, a studia się zaczęły... No i nie mam innego wyjścia, sezon uczenia się czas zacząć . Dobrze, że są ci, na których zawsze mogę liczyć

Buziak
 

 
Przeprowadzka... Jak ja nie lubię tego słowa . Dzisiaj jadę do akademika - najbliższy tydzień na pewno nie będę mieć internetu, więc znikam . Trzeba się wczuć w klimat kolejnego roku i zacząć uczyć się tego wszystkiego...

Pa, Kochane
 

 
Boję się...

Jest we mnie teraz tak wiele dziwnych uczuć... Mam ochotę się wypłakać, a łzy nie chcą płynąć...

I dzisiaj zdałam sobie sprawę, że od prawie roku jestem zakochana w kimś, dla kogo jestem tylko koleżanką... I nie jest to żaden z dwóch panów K, z którymi coś mnie łączyło w tym roku... Jak naiwna byłam, kiedy widząc, że on spotyka się z kimś innym, ja przypadkowo zaangażowałam się w relacje, która mnie zraniła... A potem - w następną, która dała mi dobrego kumpla... Ja wiem, będzie co ma być, poczekam, ile trzeba...
Ale że aż roku trzeba było, żebym się zorientowała, ze cały czas w moim sercu tliło się to uczucie do niego...? Jestem zaszokowana nie tylko odkryciem faktu, ze jestem zakochana, a tym, że przyszło to tak późno...
Przecież każdego faceta porównywałam właśnie do niego...

Och... Sama ze sobą nie mogę sobie poradzić, więc jak mogę chcieć obarczyć tym jego...?

A optymistycznie kończąc, dodam, że ostatnio zastanawiam się, czy nie wybrać się do psychiatry, bo podejrzewam u siebie jedną chorobę... I nie bierze się to znikąd, nie dość że mam prawie wszystkie objawy, to jeszcze w mojej rodzinie jest skłonność do chorób psychicznych...

PS Mam nadzieję, że Was nie przestraszyłam ostatnim akapitem
 

 
ZDAŁAM!!! Aaaaaa!

Tak jest, dzisiaj zdałam poprawkę, która wisiała nade mną całe wakacje... I wreszcie wolne! Bez widma egzaminu ani zaliczenia. Wprawdzie tylko najbliższe dwa tygodnie, ale co tam!

Buźka
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
I po wyjeździe w Tatry. Wróciłam w środę, ale nie miałam siły napisać. Było genialnie, odpoczęłam, nabrałam trochę sił. Wyjaśniła się sprawa z panem K. - zrozumiał, że raczej na przyjaźni, a właściwie dobrym koleżeństwie zostaniemy...

A teraz przygotowuję się do kampanii wrześniowej i (kolokwialnie mówiąc) już rzygam tym wszystkim po prostu...

Chciałabym, żeby już był październik...

I tym optymistycznym akcentem skończę
  • awatar Gość: o nie, byle nie październik! proszeee :D jeszcze żeby wrzesień się ciągnął jak najdłużej ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mieliśmy dzisiaj wielkie święto w mojej miejscowości - dożynki, albo jak kto woli, święto plonów. Wieńczarze, których z siostrzyczkami uczyłyśmy tańczyć i śpiewać, nawet sobie poradzili, było jeszcze kilka występów, my "odwaliłyśmy" swoje, czyli też zaśpiewałyśmy (aż trzy piosenki), a później była zabawa. No i generalnie teraz zamiast tańczyć, musiałam wrócić do domu po 22, bo mój żołądek zastrajkował i zaczął mnie boleć... Coś pechowa jestem, jeśli chodzi o zabawy ostatnio.

A ponadto, wczoraj zapomniałam wziąć leków na alergię i cały dzień prawie chodziłam z czerwonym nosem i załzawionymi oczami... Nic do pozazdroszczenia. Ale tak to jest, jak się ma alergię na wszystkie pyłki i kurz, i sierść...

W środę jadę w Tatry na cały tydzień. Już się nie mogę doczekać. Tylko buty oczywiście mam nie do końca rozchodzone i jak znam życie, już po pierwszym dniu chodzenia po górach narobię sobie strasznych odcisków... Przed wyjazdem postaram się jeszcze napisać, a co będzie się działo przez ten tydzień - tego nawet ja nie jestem w stanie przewidzieć .
 

 
Jestem głupia, głupia, głupiaaaa...!

Taa... Właśnie wróciłam z wesela. Tak, wróciłam, jest 22:23, a ja już jestem w domu, przez własną głupotę. Już wyjaśniam - chodzi o to, że najpierw na to wesele (kuzyna mojej mamy zresztą), miałam iść z panem K. Ale generalnie bałam się. Bałam się, że dla mnie będzie to znaczyło co innego, niż dla niego, bo ja... bałam się, cholernie się bałam, żeby go nie zranić i w końcu doszłam do wniosku - nie idę. I go poinformowałam, że jednak nie pójdę. Potem jednak, za namową kuzynki stwierdziłam - ok pójdę. I zaprosiłam kumpla, z którym byłam na studniówce. Spokojny, ułożony, dobrze tańczy etc. No i poszliśmy. I co? I pan M. się, kolokwialnie mówiąc, zawalił w cztery dupy. I całą zabawę szlag trafił. I pod pretekstem tego, że moja młodsza siostra jest już zmęczona i ja muszę zostać z nią w domu, wyniosłam się stamtąd, odwiozłam pana M. a teraz z siostrzyczką będziemy oglądać "Władcę Pierścieni".

Tak, wniosek z tego taki, że żałuję, że nie poszłam z panem K... I teraz czuję się... nie, ba, nie czuję się, przecież go oszukałam, po prostu... Moja własna głupota...

Tłuc głową w ścianę to za mało... Ale trudno, stało się, mam nauczkę...
  • awatar Gość: Eithne:). Nie łam się, błędy popełnia każdy człowiek. Nie ma ludzi nieomylnych więc główka do góry i nie patrz na to co było:). No i uśmiechaj się:D
  • awatar Only Hope: Uwierz w siebie :)
  • awatar Eithne: Fakt, człowiek uczy się na błędach, ja już dostałam porządną nauczkę i drugi raz tego błędu nie popełnię... Dzięki dziewczyny :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jakaś taka dzisiaj jestem... nieswoja. Niedookreślona. Szukająca. Przede wszystkim siebie...

Czuję się zawieszona. Między byciem i niebyciem, kochaniem i niekochaniem. Między tym, co powinnam, a tym, co chcę...

Czasami dobrze mi w tym zawieszeniu, dobrze, jeśli nie mogę się na nic zdecydować. Ale ostatnio zaczyna mi to przeszkadzać. Coraz częściej przeszkadzać niż odpowiadać...

Cóż...
  • awatar Torcik.: no ja od wczoraj z niego wyszłam ;)
  • awatar Only Hope: Kiedyś przyjdzie dzień w którym wszystko będzie piękne i proste .;):*
  • awatar Torcik.: chyba jestem w tym samym stanie..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ostatnio zaczęłam zdawać sobie sprawę z przemijalności ludzkiej egzystencji. Bo przecież ludzkie życie jest tak kruche, tak wiele rzeczy wokół nas może z każdej minucie pozbawić nas życia. Wystarczy odrobina trucizny, nieopatrzny krok na jezdnię pod koła samochodu, lek przeciwbólowy, którego nie powinniśmy już brać, bo kolejna dawka będzie dla nas śmiertelna, kant biurka, o który wystarczy uderzyć skronią...

Co jest tak naprawdę ważne w życiu? Czy jeśli ktoś powiedziałby, że zostało Ci tylko 3 miesiące życia, zrobiłbyś to, o czym od zawsze marzyłeś? Przeżyłbyś te 3 miesiące intensywniej, niż całe swoje dotychczasowe życie? Jeśli tak, to dlaczego? Przecież co wieczór istnieje ryzyko, że już się nie obudzisz, codziennie jest ta możliwość, że coś Ci się stanie i zdmuchnie Twój własny płomyk... Więc dlaczego tak bardzo boisz się robić to, czego chcesz, o czym marzysz? Dlaczego dopiero świadomość nieuchronnej śmierci sprawiłaby, że zaczniesz cieszyć się każdą jego sekundą?

A czy myślałeś kiedyś, co po Tobie zostanie, kiedy już odejdziesz? Co dobrego zrobiłeś? Komu pomogłeś? Czy ktoś uśmiechnął się dzięki Tobie? Ulżyłeś komuś w cierpieniu?

Troszeczkę moralizatorsko to zabrzmiało, wiem... ale odkąd zaczęłam studia, potem praktyki i stykam się z ludzkim cierpieniem, trochę przewartościowało mi się życie. Może jestem idealistką, ale ja nie będę lekarzem dla siebie, ale dla innych, po to, żeby pomagać, a nie "mieć z tego kasę i prestiż", a takie jest niestety podejście 1/2 studentów mojego kierunku... I to, że kiedyś ktoś będzie potrzebował mojej pomocy, daje mi siłę, żeby robić to co robię, żeby się uczyć, żeby - chociaż myśl o kampanii wrześniowej sprawia, że jest mi niedobrze - mieć nadzieję i iść do przodu...

"Gdy się zobaczyło tylko raz piękno szczęścia na twarzy ukochanej osoby, wiadomo już, że dla człowieka nie może być innego powołania, jak wzbudzanie tego światła na twarzach otaczających nas ludzi."
Albert Camus
  • awatar Torcik.: zgadzam się ze wszystkim co napisałaś ;) Ja staram się zrobić wszystko, żeby ktoś o mnie pamiętał jak mnie już nie będzie i żeby być dumną z tego co w życiu osiągnęłam.
  • awatar Only Hope: Bardzo ładnie to ujęłaś.Oczywiście masz rację. :) Ludzie myślą ,że mają dużo czasu przed sobą i tak naprawdę swoje marzenia odstawiają na drugi plan , lub boją się ich zrealizować. I dlatego tak to odwlekają , życie jest kruche i trzeba z niego korzystać , ale nie każdy potrafi . Niestety . I musi coś się wydarzyć żeby to dostrzegli . Pozdrawiam . :)
  • awatar Gość: myślę, że człowiek musi zobaczyc ze cos traci by to docenic. tak jest z miloscia, zdrowiem czy zyciem. jesli slyszy ze zostalo mu te 3 miechy zycia, wtedy nie przejmuje sie opinia innych, juz mu jest obojetne czy cos wypada czy nie... robi to na co ma ochote... spelnia marzenia... a tak powinno byc na co dzien...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wszystko powoli zaczyna mi się wszystko w głowie układać. Nareszcie. Sprawa z panem K powoli dochodzi do ładu, dojdzie do końca dopiero kiedy się zobaczymy, co znaczy w sierpniu, bo jedziemy ze znajomymi dużą paczką w Tatry. I mam nadzieję, tam z nim pogadać.

A póki co - smutno mi trochę... Tak po prostu... Ale przejdzie... Kiedyś...


Piękne... Kocham ścieżkę z filmu "Dear John"
  • awatar Gość: Nie smuć się. Uwierz mi, że nie warto w 99% płakać przez faceta! I zawsze trzeba trzeźwo myśleć, nie mówić wszystkiego i nie obiecywać nic a nic! Bo nie masz nigdy pewności, że to już TEN do grobowej deski
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Jak to jest, że czasami nie walczymy o to, czego chcemy, tylko bierzemy to, co mamy pod ręką? Dlaczego zamiast uparcie dążyć do najlepszego - pozostajemy przy tym, na co nie musimy się wysilać? Co samo przychodzi z łatwością... A wystarczyłoby nieco cierpliwości i wytrwałości, żeby móc osiągnąć... prawie niebo, tu na ziemi.
Czy mówię o czymś konkretnym? A i owszem. Chodzi o pewną sytuację w moim życiu. Co najmniej dziwną, która się powtórzyła, a która wiele mnie też nauczyła. Pan P. i pan A. Kilka lat temu, w odstępie półtora roku czasu, kiedy byłam rozchwianą emocjonalnie nastolatką. O co konkretnie chodzi? Jak to mówi przysłowie - "z braku laku dobry kit". Tak w zasadzie było z jednym i z drugim. Właściwie nie wiem, dlaczego coś się zaczęło między nami. Może dlatego, że nie miałam na oku nikogo innego? A potem, kiedy coś rzeczywiście było na rzeczy - po prostu uciekłam. Włączył mi się głosik w głowie, który mi wrzasnął kilka razy: "wiej, to nie on!". I zwiałam, tym samym raniąc obu, jednego mniej, drugiego bardziej.
Nauczona tym doświadczeniem, w innych przypadkach kilka razy później wolałam wycofać się na początku, jeśli coś z ich strony zapowiadało big love, a z mojej tylko kumpelstwo, przyjaźń, nie chciałam ich ranić...
A teraz? Po zimowo-wiosennym zauroczeniu i przepłakanych kilku następnych w poduszkę tygodniach - pojawił się ktoś. Ktoś, na kogo nie zwróciłam uwagi, choć znamy się dobrych kilka miesięcy. Ja - ucieszona, że ktoś się mną zainteresował - też zwróciłam na niego uwagę. Bez straszliwego entuzjazmu, pomyślałam - a może akurat...? Ale nie wiem, czy nie tylko dlatego, że on był pod ręką, że chcę zapchać dziurę po tamtym... Teraz znów pojawia się ten głosik mówiący: "wiej!". Między nami jest, póki co, tylko przyjaźń. I chyba nie będę tego zmieniać, ale... Nie wiem, co z nim, z tym, czego on oczekuje od naszej znajomości... Bo może ja mówię pochopnie, ale czuję, że to nie jest to. Że bezmyślnie się wpakowałam w relację, która znów kogoś może zranić...
Nie wiem, co zrobić, jedyne wyjście, jakie mi przychodzi do głowy, to taktownie przedstawić mu sprawę...
  • awatar Gość: Oj Eithne Eithne jeśli masz wątpliwości czy to TEN to wstrzymaj się z jakimikolwiek deklaracjami. Jeśli wiesz, że darzysz go tylko uczuciem przyjaźni to nie pakuj się na siłę w coś czego potem pożałujesz. W najgorszym bowiem przypadku stracisz Chłopca i Przyjaciela. Ale nie zaszkodzi Mu delikatnie wytłumaczyć co jest właściwie grane z Twojej strony i (tfu!) by nie było tak jak w fragmencie cytatu w jednym z opowiadań Sapka.. A tak na marginesie to bardzo lubię Wiedźmina;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Cierpliwość... Tak bym chciała mieć anielską cierpliwość do ludzi.
Dzisiejsze praktyki (na internie w małym szpitalu powiatowym) - jasny szlag mnie prawie trafił. Na 15 pielęgniarek, które na oddziale pracują, może z 5 widzi ludzi, a nie "coś, wokół czego trzeba zrobić to i tamto, a jak się nie chce, to wysłać praktykantów". Może i jestem idealistką, ale nóż mi się w kieszeni otwiera kiedy słyszę jakieś pretensje, że one to mają tak dużo roboty, że to i tamto muszą zrobić, podczas kiedy większość czasu na oddziale to popijanie kawy w dyżurce i obgadywanie nieobecnych...
Nie dość, że dzisiaj żadna z nich nie pomogła mnie i koleżance przy zabiegach higienicznych u pacjentki po złamaniu biodra i nogi, gdzie bałyśmy się pani ruszać, żeby jej krzywdy nie zrobić (ta, pacjentka półprzytomna a my malutkie, zero siły z rękach i radź sobie człowieku z obracaniem w jedną i w drugą, żeby pani nie bolało przede wszystkim), potem dostałam opieprz, bo nie poszłam założyć wenflonu, co notabene nie jest w moim programie praktyk, a później za to że odmówiłam pobrania wymazu, co tez nie należy do moich obowiązków... Byle tylko się nami wysłużyć. A wszystko od tych pań, którym nie chciało się pomóc nam wcześniej...
Moja mama, kiedy jej to opowiedziałam później, powiedziała tylko, żebym te ostanie trzy dni wytrzymała i nie wychylała się za bardzo. Chyba nie mam wyjścia, jakoś trzeba przeżyć te trzy ostatnie dni i iść stamtąd byle dalej. Jedno wiem - z całym szacunkiem, ale internistą nie będę. I więcej do nas na wewnętrzny na praktyki nie przyjdę. Zbrzydły mi te baby.

Oglądałam wczoraj "Speak" z Kristen Stewart. Warto było, film jest genialny, nie w kategoriach genialności "Zaćmienia", totalnie inny... Zaniemówiłam z wrażenia po jego obejrzeniu. Polecam

Narya, Blonde Angel - dziękuję . Moje współlokatorki powiedziały i kiedyś mądrą rzecz - jeśli facet będzie chciał, to zrobi dosłownie wszystko. Ok, poczekam. Niczego z góry nie przekreślając, ale też z niczym się nie śpiesząc.

We'll see
  • awatar Gość: I tak trzymaj:D. A wszystko będzie okej:D
  • awatar Eithne: Nie pozwolę, a co! Za bardzo pyskata jestem i przestaję myśleć zanim coś powiem, jeśli mnie ktoś zdrowo wkurzy ;).
  • awatar Gość: No i piękny bieszczadzki widoczek;). Przywołuje wspomnienia, piękne wspomnienia:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
To uczucie... Znowu. Czy ja jestem dziwna? Dlaczego po prostu nie potrafię powiedzieć "Mój ci on", tylko kombinuję jak ten przysłowiowy koń pod górkę...?
Tak ,Panie Boże, ja wiem, że masz wobec mnie Swój plan, który ma na celu mnie uszczęśliwić... I za każdym razem, kiedy zaczyna mi się wydawać, że to ten jedyny, okazuje się, że to guzik prawda. Czy ja robię coś nie tak? Czy ja chcę za szybko, za poważnie, już? No ok, może tak.
I w dodatku problem nie tkwi w nich, tylko we mnie. Bo jak przyjdzie co do czego, to ja boję się zaangażować. Dlaczego? Bo w tym nie pasuje mi to, w innym tamto... Wiem, że to co robię, to idiotyzm, więc dlaczego nie potrafię sobie przemówić do rozumu?
I paradoksalnie, kiedy już wiem że to nie to (a niby skąd wiem? może tylko mi się wydaje?), od razu powoli zaczynam kończyć, co się dobrze nie zaczęło, żeby nie zrobić krzywdy temu, który jest wszystkiemu najmniej winien...
Bo, też paradoksalnie, jedną z dwóch rzeczy, których boję się najbardziej jest to, że ktoś będzie przeze mnie cierpiał... To ja wolę cierpieć niż na to pozwolić, wolę zagryzać poduszkę, żeby nie wyć na głos z bólu, wolę czuć się, jakby ktoś mnie rozrywał na kawałki, niż żyć z myślą, że ja kogoś do tego doprowadziłam...
Uch... i bądź tu mądry człowieku... Jak głosi stare przysłowie "I chciałaby, i boi się"... Cóż, byli mądrzy ludzie, którzy znali naturę, przynajmniej niektórych, kobiet... Albo wydawało im się, że znają.

I co ja mam z tym fantem zrobić?
  • awatar Only Hope: Hm, widocznie jest tak ,że nie chcesz się angażować , bo to nie On. Każdemu z nas jest ktoś przeznaczony . Ja zawsze tkwiłam w przekonaniu,że jest jedyna osobą z którą będe szczęśliwa , ale on już kogos ma , ja czekam 4 lata . Widzę ich prawie codziennie.. zakochanych , szczęśliwych. I doszłam do wniosku ,że nie chcę im tego psuć . A szukać nie będę, miłość -prawdziwa miłość sama przyjdzie , w odpowiednim czasie i miejscu. I z Tobą również tak będzie . :) Chociaż wiem ,ze w moim przypadku zawsze będę kochać i pamiętać Jego . Życzę Ci więc szczęścia i powodzenia .:)
  • awatar zaklinam rzeczywistość...: nie bój się... walcz o swoje szczęście :)
  • awatar Gość: A tak zupełnie serio: Ten właściwy Sam Cię znajdzie! Nawet w najgęstszym tłumie i wtedy żadna siła Was nie rozdzieli. Więc spokojnie i nie wyrzucaj sobie od podłych, złych czy innych:)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›